Francuzi są bardzo wyczuleni na językowe konwenanse w codziennych rozmówkach. Gdzie tylko mogą, „bążurują”, „mersjują” i „sil(wu)(te)pletują na prawo i lewo. Mówiąc po polsku przez myśl by nawet nie przeszło, że można w jednym zdaniu dać tyle „ozdobników”. Gdybym usłyszał, że ktoś w taki sposób mówi, raczej bym się skłaniał do określenia takiego stylu jako „słodko-pierdzącego” 🙂 Jednak Francja, to nie Polska i kto się z kim zadaje… Dość szybko zdałem sobie sprawę, że jeśli chcesz tu „przeżyć” musisz być w stanie o każdej porze dnia i nocy wyrecytować francuski odpowiednik polskich klasyków: „ZupaKrem”, „PinZielony” czy „ArkaGdynia…”. Dlatego każda wizyta w piekarni, czy aptece kończy się tym samym tekstem: MerciBonnejournéeAurevoir 🙂

Któregoś dnia stoję w kolejce w aptece, a przede mną facet gawędzi z farmaceutką. Po chwili płaci i odchodzi mówiąc: MerciAurevoir.

Pomyślalem wtedy: kolego, a „bonnejournée” to w domu zostało? 🙂

Kids United Nouvelle Génération – Santiano (Clip Officiel)

No Comments