
Dla Francuzów przerwa obiadowa to rzecz święta. Nawet wtedy kiedy powoduje to sytuacje, które Barei by się nie przyśniły.
W naszej Wielkiej Aptece (wielkiej, bo nazywa się Grande Pharmacie) stajesz w kolejce i czekasz aż farmaceuta zaprosi cię do swojego stanowiska klasycznym Bonjour Madame/Monsieur , s’il vous plaît. Podkreślam ten fakt, bo jest kluczowy dla opisywanej sytuacji.
Tak więc dzisiaj żona czeka na swoją kolej i po chwili farmaceutka zaprasza ją do okienka. Sama z siebie zaprasza, nikt jej nie zmusza. Nawet wróż Maciej ze swoją skutecznością przewidywania przyszłości by to zinterpretował poprawnie:
widzę tu chęć obsłużenia kolejnej osoby z kolejki
Zatem żona podchodzi do stanowiska i mówi, że ma do wykupienia lek na receptę, ale najpierw (zanim wyjmie receptę i Carte Vitale) poprosi o dwa drobiazgi bez recepty. Czy tu coś mogło pójść nie tak i czy francuska mentalność miała okazję dać o sobie znać? Zdrowy rozsądek mówi, że nie ale nie zapominajmy gdzie jesteśmy:)
Farmaceutka ze stoickim spokojem powiedziała: w takim razie wydam pani leki bez recepty, a z receptą zapraszam do okienka obok
…bo mi się przerwa obiadowa zaczyna.
Na taki cios nie ma odpornych i nawet Mike Tyson w latach swojej świetności by takiego „gonga” nie ustał. A żona musiała i jeszcze miała siłę przejść do drugiego okienka. Prawda-li to, że siła jest kobietą:)


