Plac Trocadero
Pl. du Trocadéro et du 11 Novembre / foto: archiwum prywatne

Zmiana otoczenia i rozpoczęcie nowego życia we Francji ma swoje dobre strony. Można na przykład (prawie) codziennie wyskoczyć po prawdziwą świeżą bagietkę do piekarni. Albo wsiąść w metro i przemierzyć Paryż wzdłuż i wszerz, nie wychodząc na powierzchnię. Zalety można wymieniać jeszcze długo i zapewne będzie ku temu okazja. Jednak jest jeszcze druga, trochę bardziej mroczna, strona tego medalu: trzeba się tu nauczyć żyć. To wcale nie jest tak łatwe jak się wydaje: wynająć mieszkanie, czasem pójść do znachora.  Te zwykłe przyziemne sprawy, które trzeba ogarnąć żeby się tu dobrze zainstalować (witam w krainie francuskich słów) potrafią sprawić, że zwykłe merde stanie się twoim towarzyszem na co dzień.

Właśnie o tym w zamyśle ma być ten blog: jak przetrwać we francuskiej dżungli codzienności. Na bazie własnych (głównie) i zasłyszanych (rzadziej) historii postaram się przybliżyć co zrobić, żeby nie zwariować. Zbyt szybko oczywiście 🙂

Na pewno będzie tu dużo humoru, przejaskrawień i suchych żartów. Na powagę może kiedyś przyjdzie czas, chociaż niezbyt prędko. Znaczy raczej nigdy.

Zdecydowanie nie będzie to przewodnik po Paryżu czy Francji. Co nie znaczy, że nie pojawią się tu opisy miejsc czy zdarzeń, które z jakiegoś powodu będą warte uwagi. Raczej postaram tu zamieszczać niezobowiązujące wskazówki praktyczne, które mogą ci pomóc ogarnąć codzienność.

Do zapamiętania masz dwa zdania: żadna z podanych tu informacji nie może być traktowana jako porada prawna. Jeśli tak to odbierzesz, robisz to własne ryzyko i odpowiedzialność.

Jeśli czytasz ten fragment, dowiesz się że mam na imię Martin i mieszkam z żoną w Île-de-France (92) od listopada 2023 roku. Uwielbiam Francję i nie zamierzam być w związku z tym obiektywny 🙂

Wymyśliłem sobie, że każdy wpis na blogu będzie zakończony linkiem do jakiejś francuskiej piosenki. Oczywiście zazwyczaj nie mającej związku z tematem posta. Dlaczego? Bo lubię francuską muzykę. “Bany” mają u mnie jedynie Joe Dassin (lubię gościa, ale jest oklepany niczym Maryla Rodowicz w Opolu) i Dalida (bo jej nie lubię).

Bigflo & Oli – Bienvenue chez moi